Piszą o nas w Gazecie Olsztyńskiej

Trafilismy na łamy lokalnej gazety :)

Oryginalny wywiad dostępny pod poniższym linkiem

 

Skrzyneczka dobrych wiadomości zmieniła ich życie

W Olsztynie powstają skrzynki pocztowe w kształcie starych tornistrów. Zamówienia na „Skrzyneczkę z Warmii” spływają z całego świata. Zdobią płoty w Japonii czy Meksyku.

Wyjątkowe skrzynki pocztowe zdobi domy na całym świecie — w Niemczech, Szwecji, Danii, Francji, Wielkiej Brytanii, Australii, Kanady. Wiszą też na płotach w Meksyku i Japonii.
Dziś Zbigniew Smyk, współwłaściciel rodzinnej firmy „Skrzyneczka z Warmii” mówi, że warto ją mieć, bo wszyscy twierdzą, że trafiają do nich same dobre wiadomości.

 



— Musimy powiedzieć, że nasze hasło wymyślił Wojciech Cejrowski — wspomina Sylwia Smyk, żona pana Zbigniewa. — Kiedy po raz pierwszy byliśmy na Jarmarku Dominikańskim, już ze skrzynkami właśnie, był tam również słynny podróżnik. Powiedziałam mężowi — „Wiesz, Zbyszek, a może podarujemy mu jedną?”. Poszłam więc z jedną ze skrzynek, wtedy jeszcze brązową, a on powiedział, że wolałby żółtą. Posłuchaliśmy go i zrobiliśmy właśnie w tym kolorze. W zamian dostaliśmy książkę z dedykacją — „Sylwii i Zbyszkowi — życzę samych dobrych wiadomości”.

Ale zanim te pojawiły się w jego życiu, była seria nieszczęść. Kilka lat temu pracował we włoskiej firmie jako dyrektor ds. produkcji drobiu. Kiedy jechał z pracy miał wypadek samochodowy. Sprawca uciekł, a pan Zbigniew niemal stracił życie. Przez pół roku wracał do zdrowia. Nie mógł już wrócić do pracy w firmie drobiarskiej, bo jej właściciel popełnił samobójstwo i przedsiębiorstwo przestało istnieć. Pracy nie było, a oszczędności topniały z dnia na dzień. W końcu wziął do ręki „Gazetę Olsztyńską” i przeczytał tam ogłoszenie „szukam kierownika do zakładu kowalskiego”.

— Jego właściciel dał mi szansę, bo przecież wcześniej nie miałem pojęcia o kowalstwie, ale za to sporo wiedziałem o zarządzaniu — wspomina pan Zbigniew. — Obserwując pracowników, nauczyłem się pracy kowalskiej, spawalniczej. Przydał się zrobiony przed laty kurs spawalniczy. Ale nie miałem szczęścia, bo mój zakład zamknięto. Potem robiliśmy na zamówienie ogrodzenia i sąsiad poprosił mnie, żebym dodał do niego jeszcze skrzynkę na listy. Mieliśmy starą blachę w garażu, jeszcze po poprzednim właścicielu domu. Tak powstała pierwsza walizka. Może jeszcze nie tak zgrabna, jak te dzisiejsze, ale zrobiła wrażenie. Dziś mówię, że skrzyneczka odmieniła wszystko w naszym życiu.

 


 

Tak naprawdę za falę popularności odpowiada syn pana Zbigniewa — Łukasz Smyk. To dzięki dzięki niemu powstała rodzinna manufaktura, pomógł też rozwinąć ojcu biznes.
— Kiedy syn zobaczył, co zrobiłem, krzyknął — „ale bajer” — wspomina pan Zbigniew. — Szedł wtedy na parapetówkę do kolegi i poprosił, żebym jedną z nich zrobił w prezencie. Wrócił i powiedział, że wzbudziła zachwyt. Byłem wtedy bez pracy, bez pieniędzy. Syn powiedział — ojciec, ja ci pomogę, a ty przez zimę rób te skrzynki. Zrobiłem ich z dwadzieścia. Wtedy stwierdził — musisz pokazać je światu.



Był 2013 rok. Po raz pierwszy pojechał z żoną na Targ Dominikański do Gdańska.
— Byłem przerażony, ale po namowach syna i żony wybraliśmy się na ostatnie dni Jarmarku. Wszystkie stoiska były już zajęte, więc przyjechaliśmy już o trzeciej w nocy, żeby wybrać dogodne miejsce — wspomina pan Zbigniew. — Zaczęliśmy rozstawiać nasze stoisko i przyszli do nas ochroniarze. Kiedy zobaczyli nasze skrzyneczki na listy krzyknęli — „zakasujecie cały Jarmark”. Rzeczywiście, sprzedały się i dzięki temu uwierzyłem, że to, co robię, ma sens.

Na jarmarku skrzyneczkę z Warmii zauważył właściciel w Hamburgu. Dziś jest jednym ze stałych klientów i pocztowe dzieła sztuki regularnie jeżdżą do Niemiec, gdzie są kupowane przez ludzi z całego świata.


— Proszę spojrzeć, kiedy sprzedaję skrzynkę, zawsze zapisuję sobie miejsce, dokąd ma trafić — dodaje pan Zbigniew. — Ludzie przesyłają nam zdjęcia, kiedy już sobie gdzieś wisi.

Dziś w ofercie są skrzynki różnej wielkości i o różnej barwie. Wszystkie detale wykonuje sam. Zamawia jedynie duże elementy, bo zamówień wciąż przybywa, więc przygotowanie ich własnoręcznie pochłonęłoby zbyt dużo czasu. Pomysły podrzuca cała rodzina. Kiedyś żona pana Zbigniewa rzuciła, że niech tym razem skrzynki będą różowe i turkusowe. Rozeszły się jak ciepłe bułeczki. To pani Sylwia odpowiada też za stronę facebookową „Skrzyneczki z Warmii”. Dzięki temu Skrzyneczce przybywa fanów. Pisze też blog i dba o profesjonalny wizerunek firmy.
W 2016 roku Skrzyneczka otrzymała tytuł Produktu Regionalnego Warmia Mazury. Zbigniew Smyk z żoną jeżdżą po targach w całej Polsce. Kiedy są po raz kolejny na Jarmarku Dominikańskim ich skrzyneczki budzą zachwyt.
— Kiedyś podszedł do nas znany artysta i powiedział, że mają idealne proporcje — wspomina pan Zbigniew.


Przesłanie Skrzyneczki zobowiązuje, więc rodzina również pomaga.
— Często przekazujemy też nasze produkty na licytacje w szczytnym celu — dodaje Zbigniew Smyk.
— Dziś jesteśmy rozwijającą się rodzinną manufakturą — przyznaje Łukasz Smyk, syn pana Zbigniewa. — Czy w 2013 roku byłem pewny, że nam się uda? Tak. Widziałem reakcje ludzi. Wiedziałem, że wystarczy pokazać światu nasze skrzynki i zachwycą wszystkich. Jaki mamy teraz plan? Chciałbym, żeby rodzice mogli pojechać w miejsca, gdzie są te skrzyneczki. Do Meksyku, Japonii czy Barcelony. Żeby zrobili sobie w każdym z tych miejsc zdjęcie ze swoją skrzyneczką.
Takie teraz mam marzenie.

Powrót do bloga